Właściwie to mogłabym ten wpis zakończyć na samym tytule (bo już wiele tłumaczy). Myśl w nim zawarta przemknęła dziś przez moją głowę. Dotarło do mnie, że większość moich problemów wynika z tego, że jestem zbyt ambitna, np. nie zaczynam jakiejś czynności, gdy wiem, że nie będę w stanie jej wykonać w 100% dobrze, a tylko w 95%. Upatruję w ambicji nawet źródła moich wielu obecnych lęków, co mnie zupełnie zaskoczyło, ale wygląda na to, że to się zgadza.
Zadałam sobie pytanie: co by było, gdybym zamiast podejmowania prób bycia perfekcyjną (i ciągłej walki o to), była po prostu wystarczająco dobra? O ile większą ulgę bym czuła? Ile więcej bym w sumie osiągnęła? Nie znam jeszcze odpowiedzi na te pytania, jednak postanowiłam się z Wami tym tematem podzielić już teraz. Może komuś też – tak jak mi dzisiaj – zapali się lampka po przeczytaniu tych kilku zdań.
niedziela, 29 lipca 2012
środa, 25 lipca 2012
Czym jest dla mnie tytułowa pełnia szczęścia? O nieocenianiu
godz.
21:26
Czuję, że przyszedł czas, wyjaśnić trochę albo może nakreślić, dlaczego zdecydowałam się na taki tytuł mojego bloga i co on dla mnie oznacza. Dlaczego akurat pełnia szczęścia?
sobota, 21 lipca 2012
O ciszy i aromatycznej ciepłej zupie kalafiorowej
godz.
03:41
Z dnia na dzień coraz lepiej czuję się ze sobą i obrastam dumą, bo widzę, że gdy tylko podejmuję taką decyzję, natychmiast staję się taką osobą, jaką chcę być. Dużo zmian nastąpiło w szybkim tempie w ostatnich dniach, mam nadzieję, że uda mi się je (w tym nowe nawyki) utrwalić.
Dziś na przykład przełamałam kolejny duży lęk, nie wchodząc w szczegóły już, bo to nieistotne, ale każdy taki krok to jest droga do zdrowia.
W ramach przełamywania tego lęku byłam dziś kilka godzin sama w domu, i na początku nie wiedziałam, co zrobić z ciszą wypełniającą mieszkanie i moją głowę. Po chwili jednak poczułam, jak myśli zaczynają się uspokajać i koić. Tak samo działa na mnie medytacja, choć ten proces przeważnie trwa trochę, zanim naprawdę go odczuję. Rzadko miewamy okazję na codzień, żeby pobyć ze sobą w ciszy, szczególnie mieszkając w środku wielkiego miasta, i otoczeni na co dzień wieloma różnymi mediami. A czuję, że jednak ma ona wyraźnie pozytywne skutki zdrowotne.
Jest w ciszy coś, czego się boję, co powoduje, że ciągle chcę ją czymś wypełniać. Mówi się też o „krępującej ciszy”, gdy np. w gronie znajomych nagle nikt nie wie, co powiedzieć. Ale cisza jest też cudowna, kojąca... Ma wiele stron i twarzy. U mnie raczej przeważa w tej chwili lęk przed spotkaniem z nią niż delektowanie się, ale w takich momentach, jak dzisiaj, odkrywam, że cisza nie gryzie i warto się z nią czasem spotkać...
Tymczasem dziś wieczorem w mojej kuchni powstała aromatyczna zupa kalafiorowa. Wyjątkowo mój zmysł powonienia dobrze funkcjonuje, więc miałam ogromną radość z odczuwania orgii wręcz zapachów, które mnie otaczały przy gotowaniu.
piątek, 20 lipca 2012
Bałagan
godz.
01:21
Chcę dziś napisać o bałaganie. W zasadzie założyłam sobie, że napiszę o bałaganie, jaki panuje w moich zwyczajach żywieniowych – o braku regularności, braku pomysłów itp. Jednak pomyślałam sobie spontanicznie, że napiszę o bałaganie w ogóle. Bo to w sumie jednen z silniejszych aspektów mojego życia – z jednej strony wynikający z pewnej wolności, z drugiej strony powodujący, że trochę się to moje szczęście i zdrowie ode mnie oddala.
Co mam na myśli pisząc o bałaganie? To, co jest (u mnie) niepoukładane, niezdyscyplinowane, nieskonkretyzowane, w chaosie. To, co nie ma stałego miejsca, stałej pory – tam, gdzie byłoby to adekwatne, uzasadnione i potrzebne. Nie czuję, żeby było właściwym wszędzie i zawsze mieć porządek. Ale w moim życiu rządzi jednak chaos. Chaos rządzi nawet tym, czy akurat mam fazę na porządek czy na bałagan – a tak mam właśnie, że na zmianę przez kilka tygodni żyję życiem poukładanym, czuję się pełna energii, wszystko sobie płynie samo, żeby potem na jakiś czas zanurzyć się w pomieszanie z poplątaniem, zapuścić siebie i dom w wielu aspektach. I wtedy nie ma siły, która by mnie z tego mogła ot tak wyciągnąć. Tak przynajmniej bywało do tej pory, może w przyszłości będzie inaczej.
Które z bałaganów w moim życiu odczuwam najdotkliwiej? Kilka – po pierwsze ten dotyczący pór spania, o którym pisałam już wcześniej. Po drugie ten w temacie jedzenia – chciałabym o nim napisać trochę szerzej za chwilę. Po trzecie ten fizyczny, którym się otaczam – i do tego wrócę w dalszej części wpisu.
Co mam na myśli pisząc o bałaganie? To, co jest (u mnie) niepoukładane, niezdyscyplinowane, nieskonkretyzowane, w chaosie. To, co nie ma stałego miejsca, stałej pory – tam, gdzie byłoby to adekwatne, uzasadnione i potrzebne. Nie czuję, żeby było właściwym wszędzie i zawsze mieć porządek. Ale w moim życiu rządzi jednak chaos. Chaos rządzi nawet tym, czy akurat mam fazę na porządek czy na bałagan – a tak mam właśnie, że na zmianę przez kilka tygodni żyję życiem poukładanym, czuję się pełna energii, wszystko sobie płynie samo, żeby potem na jakiś czas zanurzyć się w pomieszanie z poplątaniem, zapuścić siebie i dom w wielu aspektach. I wtedy nie ma siły, która by mnie z tego mogła ot tak wyciągnąć. Tak przynajmniej bywało do tej pory, może w przyszłości będzie inaczej.
Które z bałaganów w moim życiu odczuwam najdotkliwiej? Kilka – po pierwsze ten dotyczący pór spania, o którym pisałam już wcześniej. Po drugie ten w temacie jedzenia – chciałabym o nim napisać trochę szerzej za chwilę. Po trzecie ten fizyczny, którym się otaczam – i do tego wrócę w dalszej części wpisu.
wtorek, 17 lipca 2012
Koktajl na mleku migdałowym z bananami i malinami
godz.
18:20
W weekend planowałam robić naleśniki i chciałam zrobić do tego mleko migdałowe (pierwszy raz w życiu), ale Babcia zrobiła niespodziankę i przywiozła pierogi z ziemniakami (wegańskie, bez twarogu), więc zostałam z miską namoczonych migdałów.
Dziś postanowiłam więc wykorzystać te migdały i spróbować zrobić z nich mleko, a z mleka koktajl.
poniedziałek, 16 lipca 2012
Odpowiedzialność za siebie
godz.
23:18
Tylko ja sama mogę wpłynąć na moje własne osobiste szczęście i zdrowie. To tylko ode mnie zależy. Niby maksyma znana od lat, ale jak przychodzi do konkretów to zaczyna być pod górkę. To ja jestem odpowiedzialna za moje samopoczucie, za rozwój mojego zdrowia, za nastroje, za to, czym się zajmuję, z kim się spotykam, jakimi ludźmi się otaczam.
Każdy człowiek ma 100% wolności. Wiem, że to zabrzmi bardzo kontrowersyjnie, ale tak jest. W każdej sytuacji mamy możliwość dokonać dowolnego wyboru. Każdy wybór będzie się wiązał z określonymi konsekwencjami, czasem można je przewidzieć, czasem nie. Ale wybór zawsze jest.
Ktoś powie: „Ale ja przecież nie mogę, bo...”. Możesz, tylko nie chcesz, bo nie chcesz decydować się na określone konsekwencje.
Dlatego w moim języku zamieniam słowa takie jak: „powinnam”, „trzeba”, „muszę” na inne wyrażenia typu: „chcę”, „potrzebuję”, „decyduję się”. Zmiana tylko takiego małego słówka powoduje silną zmianę w myśleniu, bo trzeba przyznać się przed sobą, że to z powodu własnych wyborów czuję się tak, jak się czuję. W ten sposób przejmuję odpowiedzialność za moje decyzje, nie stawiając siebie w pozycji ofiary.
Każdy człowiek ma 100% wolności. Wiem, że to zabrzmi bardzo kontrowersyjnie, ale tak jest. W każdej sytuacji mamy możliwość dokonać dowolnego wyboru. Każdy wybór będzie się wiązał z określonymi konsekwencjami, czasem można je przewidzieć, czasem nie. Ale wybór zawsze jest.
Ktoś powie: „Ale ja przecież nie mogę, bo...”. Możesz, tylko nie chcesz, bo nie chcesz decydować się na określone konsekwencje.
Dlatego w moim języku zamieniam słowa takie jak: „powinnam”, „trzeba”, „muszę” na inne wyrażenia typu: „chcę”, „potrzebuję”, „decyduję się”. Zmiana tylko takiego małego słówka powoduje silną zmianę w myśleniu, bo trzeba przyznać się przed sobą, że to z powodu własnych wyborów czuję się tak, jak się czuję. W ten sposób przejmuję odpowiedzialność za moje decyzje, nie stawiając siebie w pozycji ofiary.
niedziela, 15 lipca 2012
Jedzenie ma znaczenie
godz.
23:08
Tytuł tego wpisu zaczerpnęłam z tytułu filmu – „Food Matters”. Chciałabym zebrać tutaj trochę moich myśli o jedzeniu.
„Jesteś tym, co jesz” – to jedno z popularniejszych zdań jakie się słyszy na temat jedzenia. Ale mało kto tak naprawdę podchodzi świadomie do jedzenia. Czy to z lenistwa czy przyzwyczajenia, tak po prostu jest. Tak naprawdę każda rzecz przyjmowana doustnie, czyli wszelkiego rodzaju tabletki, piguły, syropy i inne medykamenty chemiczne, homeopatyczne, ziołowe itp. również się do tego zaliczają – jakby nie patrzeć, to też jest „pożywienie”, tylko w przeważnie małych ilościach.
Ja od lat mimo podejścia, że leki przyjmuję tylko wtedy, kiedy naprawdę muszę (wolę się położyć i odpocząć niż łykać coś na ból głowy), jednak od lat doprowadziłam się *) do takiego stanu, że muszę brać kilka leków dziennie codziennie. I potykam się o to „muszę”. Bo co, jeśli jednak nie?
„Jesteś tym, co jesz” – to jedno z popularniejszych zdań jakie się słyszy na temat jedzenia. Ale mało kto tak naprawdę podchodzi świadomie do jedzenia. Czy to z lenistwa czy przyzwyczajenia, tak po prostu jest. Tak naprawdę każda rzecz przyjmowana doustnie, czyli wszelkiego rodzaju tabletki, piguły, syropy i inne medykamenty chemiczne, homeopatyczne, ziołowe itp. również się do tego zaliczają – jakby nie patrzeć, to też jest „pożywienie”, tylko w przeważnie małych ilościach.
Ja od lat mimo podejścia, że leki przyjmuję tylko wtedy, kiedy naprawdę muszę (wolę się położyć i odpocząć niż łykać coś na ból głowy), jednak od lat doprowadziłam się *) do takiego stanu, że muszę brać kilka leków dziennie codziennie. I potykam się o to „muszę”. Bo co, jeśli jednak nie?
piątek, 13 lipca 2012
Wegańska jaglanka z soczewicą, pomidorami i „majonezem”
godz.
20:16
Coś z niczego, wyszło pysznie :-)
I wyszło tego kilka razy więcej niż myślałam – nigdy nie potrafię oszacować dobrze, ile wrzucić kaszy i na końcu już ledwo mogłam mieszać wszystko w garnku.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


